Jedni ją kochają, drudzy nienawidzą, a ja? Na początku nie mogłam jej znieść, bo nie dało się z nią współpracować. Była za rzadka i efektu nie widziałam - musiała z deczka wyschnąć, aby mogła stać się idealnym produktem do codziennego makijażu. Na efekty czekałam miesiąc, wtedy stała się gęstsza i skora do podkreślenia rzęs.
Nowa Maskara Big & Beautiful Boom! daje efekt do 10x grubszych rzęs w mgnieniu oka. Największa szczoteczka Astor w połączeniu z innowacyjną, intesywnie pogrubiającą formułą, powodują, że rzęsy stają się jeszcze grubsze i bardziej wyraziste niż kiedykolwiek.
"Jeden ruch. Jedna warstwa. Natychmiastowy efekt pogrubionych rzęs." Po takich słowach producenta możemy się spodziewać tylko samych rewelacyjnych efektów - ale czy na pewno? Zależy to przede wszystkim od naturalnych rzęs, czy są ciemne, grube i długie. Jeśli z góry mamy takowe, to efekt na rzęsach może nie być czymś nadzwyczajnym. Posiadam cieniutkie i krótkie rzęsy, więc nie oczekiwałam niczego spektakularnego[miało być coś].
Zaczynając od początku - opakowanie. Niesamowicie mi się podoba, uwielbiam wszystkie produkty które są pokryte takim "lusterkiem", a złoto chyba najbardziej mnie przekonuje. Bardzo łatwo na nich pozostawić ślady palców, więc można też sprawdzić czy ktoś nam jej nie podbiera;P Całość na pierwszy rzut oka od razu prosi się by ją zakupić i samemu sprawdzić.
Napisy dzielnie się trzymają, a także wytrzymują w kosmetyczce z innymi kolegami bez najmniejszego starcia. Jest nieco porysowana, bo raczej nie da się tego ominąć korzystając z niej.
Bardzo pięknie się błyszczy i choć sroczką nie jestem, wciąż ją podziwiam - strasznie mnie urzekła ta powłoka;D
I na niej mamy tę słynną maksymę przewodnią, która ma w skrócie nam opisać jak maskara działa.
Jeśli nie jesteście zwolenniczkami dużych szczot, bądź posiadacie małe oczka ona może stać się dla was zbyteczna. Nie każdemu pasują takie gabaryty i mi na początku też było nijako, zwłaszcza że duża i nie dawała nic na oku. Im dłużej jej używałam tym bardziej się przyzwyczajałam do tego rozmiaru, choć nie powiem, na początku było ciężko:D
Sama szczoteczka jest bardzo miękka i elastyczna. Włoski mnie nie drapią, jedynie uczepię się końcówki, która notorycznie zbierała taki ogonek tuszu i maziała mnie w kącikach. Nie da się jej wyciągnąć bez tego ogonka i za każdym razem trzeba ją wycierać. Nabiera sporą ilość tuszu na siebie, lecz mało z niej oddaje na rzęsy. Ale o tym za chwilę;>
To jest jedna z NIELICZNYCH szczoteczek, która nie brudzi mi powieki podczas malowania - a jak się zdarzy to od biedy. Mam ją już trochę i nic się z nią nie dzieje, nie podjeżdża chemią i nie kruszy się jak co poniektóre..
Teraz chciałabym wam pokazać jej efekt na oczach. Z racji tej, że recenzja ma być w zimowym klimacie, stąd motyw niebieskiego.
EFEKT JEDNEJ WARSTWY
Efekt jest delikatny, w sam raz do codziennego makijażu w którym chcemy subtelnego podkreślenia oka. Rzęsy są rozdzielone, wydłużone i delikatnie podkręcone. Moje naturalne rzęsy są proste jak druty i choć nie ma tu mowy o podkręceniu, jakieś tam sobie jest co mnie cieszy - przynajmniej je widać:D
EFEKT DWÓCH WARSTW
Rzęsy są znacznie mocniej pogrubione(no na pewno nie 10 razy:D), lepiej widoczne i taki efekt u siebie uwielbiam. Są nieco posklejane, ale to mi nie przeszkadza - bo przy rozczesaniu ich czystą szczoteczką wszystko daje radę. Oko wydaje się być bardziej otwarte, głębokie i wyraźne. Na końcówkach rzęs czasem osadza się więcej produktu i trzeba go wyczesać - ja tego nie zrobiłam, bo zobaczyłam to dopiero na zdjęciach. W środku jest dla porównania zdjęcie rzęs po jednej warstwie, gdzie dla mnie rzęsy wyglądają super, bo w rzeczywistości mam mierne;/ Ważnym jest też, że maskara nie podrażnia, więc nie robi niespodziewanego kuku gdy się nim pacniemy. Bardzo dobrze się zmywa i nie tracę przy tym rzęs! Fajny produkt, który mi się podoba i daje mi to co chcę na co dzień - nie przytłacza mnie i nie irytuję, więc za jakiś czas znów po nią sięgnę, jak dorwę promocje.
Trzymajcie kciuki, by ta recka się spodobała Astorowi - miło by było wygrać;D Oczy oprószyłam cieniami MIYO fiolety/niebieskości, bielą i granatem z L'oreala. Taka moja zimowa aranżacja.
A wam jak się podoba na oku? Miałyście, macie i czy lubicie?