Na zdjęciach wygląda bardzo wdzięcznie, lecz wierzcie mi na słowo że jest nieco ciemniejsza i wpada w fiolet. Mam dla was ciekawostkę propo pozbycia się tego błysku, który nie każdy lubi. Po pomalowaniu ust grubsza warstwą, odciśnijcie nadmiar i po chwili nałóżcie raz jeszcze, tylko palcem tę samą szminkę. Może to nie jest odkrycie, może to nie jest dobry patent, ale u mnie się sprawdza. Wtedy te całe drobinki są zgaszone, a pierwsza warstwa szminki wtapia się w wargi. Druga zaś już ją tylko nasyca:)
Jeśli chodzi o trwałość, to u mnie nie ma zastrzeżeń - przy konsumpcji się ściera, ale całość nadal ma ten odcień. Ma taki dziwny smak, nie wiem, mi kompletnie nie przeszkadza - można by rzecz, jak pachnie tak smakuje i tutaj się to sprawdza. Lubuję się z tą pomadką i nie oddałabym jej nikomu;> Możecie pobuszować po szafie Manhattanu i podpatrzeć coś dla siebie z serii X-treme Last&Shine.