• Fantasy - Everybody Has One..

    Bioderma na 50% + nowy design bloga


    Wreszcie wyszło słońce, a za oknem słychać śpiew ptaków - oj jakby wiosna była za pasem! Oby te mrozy nas już opuściły, bo mam dosyć siedzenia w sweterkach jak mały eskimos...

    Kiedy miałam testować korektor z Biodermy, sądziłam że wreszcie znalazłam coś, co moje lico iście indiańskie (;P) zakryje, niwelując przebłyski czerwieni. Ileż ja miałam wobec danego delikwenta nadziei, ile planów - niezliczone hałdy pozytywnych domysłów i wtedy... wszystko szlag jasny trafił. Nawet teraz, by pokazać wam to i owo, musiałam swojego "przyjaciela" szukać po kątach, bo upchałam go w miejsce niewidoczne dla moich oczu. Do rzeczy.
    Piękny kartonik, wszystko jak na tacy - tylko brać nie bacząc na konsekwencje. Co prawda szata graficzna bardzo mi odpowiada i jej nie mam nic do zarzucenia, wręcz przeciwnie - wszystko to kunszt perfekcji i dobrego zadbania o produkt. Kartonik jest świetnym zabezpieczeniem dla tubki ze środka.
    Jeśli mowa o tubce, to takie rozwiązania 2+1, gdzie korektory są oddzielone, lecz jednak są razem (jeden płynny, drugi stały pod przykryciem) to strzał w dychę.
    Korektor zielony jest mym ulubieńcem. Spakowany w zakrętkę wraz z lusterkiem to super rozwiązanie dla tych, co nie nakładają na twarz zbyt wiele, a chcą zakryć te czerwone wypieki na buzi. Lusterko co prawda na pewno się ubrudzi, lecz to nie jest taki problem, który by ważył na całej opinii produktu.
    Bardzo lubię jego formułę, dość zbitą i treściwą. Dzięki ciepłu palców, którymi go nakładamy staje się jak delikatny mus i świetnie wtapia w skórę. Nie tworzy maski, nie zapycha, a na prawdę dobrze niweluje czerwone wypryski czy też pajączki. Ma praktycznie niewyczuwalny zapach, więc nie drażni i nie wkurza.
    Po roztarciu nadal go widać, ale skóra wygląda znacznie lepiej. Koloryt się wyrównuje i co mnie zaskoczyło - korektor się nie roluje, nie osypuje tworząc jakieś złogi filmu. Jeśli chodzi o tę część produktu, jak najbardziej polecam. Mi się sprawdza i żałuję, że jest go tak niewiele :< Bo ja nakładam go punktowo i wydajność jest dobra, lecz jeśli nałożę go na całą buzię to jest gorzej, bo ubywa!:< I niby tutaj nadal mam go sporo, bo oszczędzam!:P Gryzie mi się z Revlonem....ale w sumie co się z Revlonem nie gryzie.. Sam w sobie jest super, nawet buziuchna mniej się przetłuszcza!:>

    A teraz gorsza część, która wiele osób zniechęci do kupna, gdyż sama cena nie przekonuje. Jeśli mówimy o płynnej zawartości tubki, to dla mnie jest to przekleństwo i chyba nieporozumienie producenta wraz z produkcją. Po pierwsze jestem bardzo zawiedziona, gdyż firmę lubię, cenię i nie zawiodłam się póki co, aż do teraz.. 
    Sam dozownik mi nie przeszkadza, jednakże często jest tak jak wyżej, zalany. Pomijając to, sam pakunek jest praktyczny, leci tyle ile ja chcę by leciało, a nie na chybił trafił.
    Jeśli mowa o jednym z ciekawszych - kolor. Nie wiem czy wy to dojrzycie, lecz jest to nawet ładny kolor, jednakże przy rozcieraniu nie wiem, ale jakimś cudem ciemnieje. Robi się pomarańczowo brunatny i z tego co wiem, takie kolory nie pomagają czerwonym twarzom.. I choć w pierwszej chwili, wydaje się że jest ok, że coś zakryło, że jest wyrównany koloryt, polecam odejść jakieś 20 cm w tył od lustra.. Wtedy można dojrzeć, że o ile twarz jest nawet nawet, to odcina się niesamowicie od reszty ciała.
    Kolor tutaj jest jeszcze na "świeżo" więc ten wytrącony pomarańczowy pigment nie jest widoczny. Po około pół godziny coś się zaczyna dziać. Mianowicie kolor jakby się lepiej wtapia w skórę lecz to nadal nie to. Wygląda się po prostu źle, tak jakbyśmy miały przebarwienia na twarzy. Jeśli je macie na bank je uwidoczni. Jest to seria Sebium, lecz dla mnie to jest zwykły odpowiednik. Matowił na jakieś 10 minut od nałożenia, potem latarnia widoczna z kilometra. Wysychając np na czole podkreślał tak niesamowicie suche skórki, że będąc na uczelni miałam ochotę go zmyć w trakcie wykładu, kiedy wiedziałam co siedzi mi na buzi. Podkreślał wszystko, nie krył wcale, jedynie nadał nienaturalnego koloru. Używałam go w różnych sytuacjach - na wieczorne wyjście, z rana, na uczelnie czy zwykłe wyjście do sklepu. Wszędzie oblał egzamin. Dla bladolicych się nie nada, możliwe że na lato od tak, by coś na tej buzi było. U mnie po prostu wywołuje taką irytację że zaraz znowu schowam go w czeluści szuflady, korzystając jedynie z zielonego.

    Chociaż nie, jest JEDNA rzecz w płynnym która mi się podoba - zapach. Jest typowy dla firmy, uwielbiam!

    U mnie to takie 50% - bo zielony jest wspaniały, płynny do kosza. Szczerze mówiąc, nie kupiłabym go, no chyba że byłby do 20 zł, wtedy opłacałoby mi się wydać kasę na sam zielony korektor. Płynny to nieporozumienie z odcieniami skóry kobiet w Polsce - my nie jesteśmy takie ciemne, skąd te firmy biorą takie szalone tonacje? Nie mniej jednak, jeśli jesteście ciekawi, to spróbujcie, ale najpierw jak się gdzies uda, sprawdźcie kolor na sobie, bo na prawdę nie warto wywalać pieniędzy na coś, co będzie zalegać w szafce czekając na upływ daty ważności. 

    ...............................................................................................................................

    Zmieniłam wygląd bloga - pobuszowałam w html, spodobało mi się i robiłam modyfikacje. Podoba się wam? Wiem jedno, na tym nie koniec!:P Za bardzo mi się spodobało, by teraz zaprzestać, jednak póki co dam odpocząć szablonowi. Dajcie znać co sądzicie!

     

    POPULAR

    Powered By Blogger

    SEARCH THE BLOG

    Wikipedia

    Wyniki wyszukiwania

    FACEBOOK

    ARCHIVES

    Follow

    Translate

    Polecany post

    HR czyli zasoby ludzkie oraz rekrutacja do pracy - słówka #japan

    Niedziela może nie rozpieszcza nas pogodą - wszędzie deszcze. Aby odgonić nieco szarugę za oknem, polecam gorącą herbatę oraz ten wpis.  ...

    About Me

    zBLOGowani.pl